światło w tunelu...europejskim

Wszystko, co dotyczy funkcjonowania naszej parafii. Uwagi, propozycji, recenzje (oczywiście pochwalne) kazań, a także zwykłe pogaduchy

światło w tunelu...europejskim

Postprzez Teresa on 12 Sty 2009 23:18

Unię można zmienić tylko od wewnątrz

Jesteśmy jak rycerze, którzy stoją przed żelazną wieżą, i rzucają w nią kamieniami. Aby ją zdobyć, musimy się dostać do środka. Musimy zdobyć Brukselę – przekonuje lider irlandzkich przeciwników traktatu lizbońskiego Declan Ganley w rozmowie z Aleksandrą Rybińską (dziennikarką Rzeczpospolitej)
Rz: Irlandzki rząd chce przeprowadzić w październiku kolejne referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Nie obawia się pan, że Irlandczycy poprą w końcu traktat?

Jeśli rząd zdecyduje się na drugie referendum, co w tej chwili jest mało prawdopodobne, to znów zwyciężą przeciwnicy traktatu. Irlandczycy wiedzą, że unijne instytucje, które ma powołać traktat, byłyby antydemokratyczne. Ludzie nie dadzą się tak łatwo oszukać. Ponadto nie będą zadowoleni, że suwerenna decyzja, którą podjęli w referendum, jest ignorowana przez rząd. Premier Brian Cowen nie potrafił przekonać ich do słuszności tego traktatu. Poniósł klęskę, a teraz nie chce tego przyjąć do wiadomości. Nie chce bronić woli narodu irlandzkiego, któremu przecież powinien służyć. Jest tchórzem i Irlandczycy o tym wiedzą.

Ludzie mają dosyć politycznej elity, która ugina się przed Brukselą, występując przeciwko własnemu społeczeństwu. Jeśli więc dojdzie do drugiego referendum, Irlandczycy znów zagłosują na nie, choćby po to, by ukarać rząd. To będzie koniec politycznej kariery Cowena. Premier dobrze sobie z tego zdaje sprawę. Dlatego nie wierzę, by był gotów podjąć ryzyko. Całe to gadanie o drugim referendum jest zwyczajnym mydleniem oczu. Irlandzki rząd nie podejmie w tej sprawie żadnych wiążących decyzji przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w czerwcu. A do tej pory może się wiele wydarzyć...

Liczy pan na to, że sprawę traktatu rozstrzygną wybory do Parlamentu Europejskiego?

Chciałbym, aby wybory do Parlamentu Europejskiego stały się plebiscytem w sprawie traktatu. Ani Polacy, ani Francuzi, ani Czesi nie mieli referendum, w którym mogliby ocenić traktat lizboński. My, Irlandczycy, mamy za to głosować dwa razy. To jakiś absurd. Każdy Europejczyk powinien mieć prawo wyrażenia swojej opinii na temat dalszej integracji politycznej Unii. Rozwiązaniem jest więc połączenie tej kwestii z wyborami do parlamentu UE. Jestem niesłychanie wdzięczny polskiemu prezydentowi, że nie podpisał traktatu. Jest jedynym politykiem w Europie, który szanuje obowiązującą zasadę jednomyślności. Jako jedyny rozumie, że jeśli jeden kraj odrzuca traktat, to kończy się dyskusja. Unia Europejska musi przestrzegać własnych reguł. Traktat, aby wejść w życie, musi być przyjęty przez wszystkie kraje Unii. Przestańmy oszukiwać ludzi. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy również o tym wie, lecz nie przestrzega zasad demokracji. Nie chce wysłuchać własnego narodu, nie słucha narodu irlandzkiego.

Sarkozy powiedział mi w Dublinie prosto w twarz, że gdyby we Francji odbyło się referendum w sprawie traktatu lizbońskiego, to ludzie by zagłosowali na nie. Przyznał się do tego otwarcie. Narzuca się więc pytanie: dla kogo, do cholery, pan pracuje, panie Sarkozy? Dla narodu francuskiego? Na pewno nie.

Zdaniem Brukseli traktat lizboński usprawni działanie Unii.

Dlaczego mielibyśmy przekazać władzę w ponad 60 dziedzinach brukselskim eurokratom, jeśli nie mamy możliwości demokratycznej kontroli ich działań? Traktat lizboński tworzy urząd prezydenta oraz ministra spraw zagranicznych Unii. Bez demokratycznych wyborów. Wyobraźmy sobie, że prezydentem Unii zostanie Nicolas Sarkozy. Czyich interesów będzie bronił? Polskich? Na pewno nie. Oznacza to, że panią, mnie i miliony europejskich obywateli będzie reprezentował człowiek, którego nie wybraliśmy i na którego działania nie mamy żadnego wpływu. Co się dzieję z Unią Europejską? Dzięki traktatowi lizbońskiemu Unia zmieni się z mało demokratycznego systemu w system otwarcie antydemokratyczny.

Brzmi to trochę jak teoria spiskowa. Jaką korzyść może czerpać Bruksela z oszukiwania obywateli?

Unia, tak jak każdy układ polityczny, usiłuje gromadzić w swych rękach coraz więcej władzy. Nie jest gotowa, tak jak każda instytucja, się tą władzą podzielić lub choćby po części z niej zrezygnować. Brukselskim eurokratom chodzi wyłącznie o władzę. Oni się przeciwstawiają jakiejkolwiek kontroli. Już teraz nie mamy prawie żadnego wpływu na decyzje podejmowane w Brukseli. Jednak to od nas zależy, jak będzie wyglądała przyszłość Unii.

Jestem niesłychanie wdzięczny polskiemu prezydentowi, że nie podpisał traktatu. Jest jedynym politykiem w Europie, który szanuje obowiązującą zasadę jednomyślności
Niech pani mnie dobrze zrozumie: ja nie jestem eurosceptykiem. Popieram europejską ideę. Jednak nie o takiej Unii marzył Robert Schuman. To nasza ostatnia szansa na uświadomienie eurokratom, że nie godzimy się na to, by robiono z nas idiotów. Chcemy mieć wpływ na politykę unijną. Mamy do tego prawo. Nie można podsuwać ludziom liczącego 400 stron traktatu, wiedząc, że nie będą w stanie go przeczytać. Potrzebna jest debata nad tym dokumentem. Polacy, Irlandczycy, wszyscy powinniśmy móc zdecydować, czy chcemy tej reformy. Zakładamy w tej chwili europejską partię polityczną Libertas. Jej kandydaci będą startowali w czerwcu we wszystkich krajach Unii w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Także w Polsce?

Dziś zakładamy w Polsce stowarzyszenie Libertas. Później zamierzamy stworzyć think tank, prawdopodobnie w Warszawie. Wyłoniliśmy już pierwszych kandydatów do wyborów. Ich nazwiska pozostaną jednak na razie tajemnicą. Ujawnimy je prawdopodobnie dopiero w kwietniu, na początku kampanii wyborczej.

Co chcecie osiągnąć w europarlamencie?

Mamy nadzieję, że zdobędziemy wystarczająco dużo mandatów, by stanowić znaczącą siłę. Wtedy Bruksela nie będzie mogła nas dłużej ignorować. Liczymy na to, że oddadzą na nas głos wszyscy, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw wobec traktatu, bez względu na to, czy mają przekonania lewicowe czy prawicowe. Jeśli nie chcecie traktatu lizbońskiego, to głosujcie na nas, jeżeli uważacie, że traktat jest dobry, to głosujcie na kogoś innego. Oto nasze przesłanie. Kartki z głosami na Libertas będą tak naprawdę kartkami z napisem „»nie« dla traktatu”.

Zdajemy sobie sprawę, że Unię można zmienić wyłącznie od wewnątrz. W tej chwili jesteśmy jak rycerze stojący przed żelazną wieżą, którą jest Bruksela, i rzucający w nią kamieniami. Musimy się dostać do środka. Jak mawiał Benjamin Franklin: „albo będziemy się trzymać razem, albo będą nas wieszać oddzielnie”. Kiedy już zasiądziemy w Parlamencie Europejskim, przed- stawimy nasze postulaty. Wtedy będą musieli je wziąć pod uwagę. Media także nie będą mogły nas zignorować.

Podkreślam jednak: nie chcemy powrócić do Unii państw narodowych, chcemy, by Unia była silna i odnosiła sukcesy. Jednak domagamy się poszanowania dla zasad demokracji.

Nie zdobędziecie tyle głosów, aby udało wam się zablokować traktat.

To prawda. Jeśli jednak Libertas zdobędzie wystarczająco dużo mandatów, będziemy mogli zablokować nominację przewodniczącego Komisji Europejskiej oraz przewodniczącego Parlamentu Europejskego. Wtedy będzie bardzo trudno przepchnąć ten traktat. Obiecuję.

Skoro uważa pan, że Unia już dziś lekceważy zasady demokracji, to dlaczego zwalcza pan traktat, a nie samą Unię?

Oczywiście jest wiele rzeczy, które mi się w Unii nie podobają. UE nigdy nie była tak antydemokratyczna jak dziś. Żeby znów zacytować Benjamina Franklina: „ten pociąg już odjechał”. Jest już za późno, by go zatrzymać. Musimy go więc dogonić, do niego wsiąść i nim pojechać. Po drodze możemy spróbować go zreformować. To moim zdaniem jedyna opcja, jaka nam pozostaje. Nie mamy innego wyjścia.

Declan Ganley jest biznesmenem i politykiem. Założył w Irlandii organizację Libertas, która przed referendum w sprawie traktatu lizbońskiego przeprowadziła udaną kampanię i doprowadziła do odrzucenia traktatu

Rzeczpospolita
Stolico Mądrości - módl się za nami!
Teresa
 
Postów: 252
Dołączenie: 19 Mar 2008 12:43

Re: światło w tunelu...europejskim

Postprzez Teresa on 13 Sty 2009 23:14

"Silna Polska" - artykuł Marka Jurka i Mariana Piłki w "Tygodniku Katolickim Niedziela"


Niepodległość Polski – najpierw jej odzyskanie, potem utrwalenie – to dziedziczne zadanie polskiej inteligencji, jako grupy szczególnie odpowiedzialnej za zachowanie tożsamości narodowej i przywództwo polityczne. Zapewne niedowład w wypełnianiu tych funkcji jest przyczyną słabego dziś – w szerszej opinii publicznej – uświadomienia zadań odzyskanego państwa. Zadań – bo państwo ponosi odpowiedzialność za przyszłość, za rozwój i przetrwanie wspólnoty narodowej, a nie jest ani celem dla siebie, ani jedynie agencją organizacji wygodnego życia.

Debaty takie jak europejski system liczenia głosów są niewątpliwie ważne, ale znaczenie, jakie się im przypisuje jest nieproporcjonalne do tego, co Amerykanie nazywają narodową grand strategy. W naszej debacie politycznej zastępują ją cele etapowe: wejście do struktur zachodnich, ich rozszerzenie na kraje uwolnione spod dominacji sowieckiej na Wschodzie, walka o polską pozycję w Unii Europejskiej.

Już ten ostatni cel pokazuje konieczność zasadniczych wyborów naszej narodowej przyszłości: jaki model społeczny ma realizować Unia – społeczeństwa konsumpcyjnego czy organicznego? czy ma być nowym państwem czy zrzeszeniem narodów zachowujących suwerenność? ma być rzeczniczką cywilizacji europejskiej, otwartą na tych, którzy chcą z nią wiązać los, czy nowym społeczeństwem multikulturalnym, wyrzekającym się tożsamości w imię „otwartości”?

To ważne kwestie, ale pytanie o przyszłość Polski nie jest pochodną ich rozstrzygnięcia – odwrotnie, to z woli odbudowy niepodległego państwa wynikać musi odpowiedź na te problemy. Każda będzie jednak tylko częścią narodowej strategii.

Szukamy wzmocnienia naszego bezpieczeństwa, utrwalenia naszej niepodległości, ochrony przed naciskiem rosyjskim – w strukturach świata zachodniego. Wzmocnienie nie może jednak oznaczać delegowania na organizmy zewnętrzne odpowiedzialności za naszą przyszłość. Polska potrzebuje wsparcia dla naszego bezpieczeństwa, ale sama może wzmacniać własną siłę, tak w interesie własnym, jak również współpracy całego Zachodu. Stając się potrzebni – wzmacniamy naszą podmiotowość. To wymaga jednak wzmocnienia narodowego potencjału – tak, by wobec spraw europejskich nabierać znaczenia państwa centralnego, które dziś mają Niemcy i Francja, w mniejszym stopniu Wielka Brytania.

Postulat wzmocnienia potencjału narodowego nie budzi żadnych kontrowersji na planie ekonomicznym. Często jest do niego redukowany. Choć w podejściu ekonomistycznym kryją się wewnętrzne sprzeczności – szczególnie między państwem opiekuńczym, konsumpcją i rozwojem. Polska potrzebuje zarówno długiego okresu wzrostu gospodarczego, jak i zmiany naszej struktury społecznej – w kierunku wzmocnienia przedsiębiorczości i upowszechnienia własności. Bez zwiększenia ilości przedsiębiorstw, ułatwienia inwestycji i uczciwej kumulacji majątku nasz wzrost nie będzie miał trwałych podstaw. Kraj również nie będzie miał siły magnetycznej, zatrzymującej młodych i przedsiębiorczych ludzi przed pokusą wyjazdu na stałe.

Jednak potencjał narodowy to nie tylko gospodarka – to również potencjał demograficzny, kulturowy i moralny. Dopiero suma tych czynników stanowi o sile państwa, wyrażającej się w pozycji politycznej i militarnej. Suma, a raczej iloczyn – bo brak któregokolwiek z tych czynników nie może być skompensowany przez inne; gdy równy jest zeru – sprowadza do zera siłę całości.

Struktura demograficzna wpływa dziś na proces pokojowy w Irlandii Północnej, na politykę Niemiec i Francji wobec świata Islamu, czy wreszcie na ustrój Unii Europejskiej. Przekonaliśmy się o tym podczas swoich negocjacji. Jednak zrozumienie znaczenia to jedno, a podjęcie odpowiedzialności to drugie. Dziś Polska ma najsłabszy przyrost ludności w całej Europie. Na przeciętne cztery Polki w wieku macierzyńskim przypada tylko pięcioro dzieci, i co więcej – na ogół większość z nich rodzi jedna kobieta. Mimo to jej rodzina jest obłożona ogromnymi podatkami (najczęściej „niewidzialnymi”, bo pośrednimi), a ona sama nie doświadcza ze strony państwa prawie żadnych oznak uznania dla wartości swego macierzyństwa.

Potencjał gospodarczy i demograficzny da się skwantyfikować, policzyć. Także można go porównać z innymi narodami i określić na współrzędnych narodowej siły. Trudniej uchwytna jest pozycja kultury i siła moralna.

Kultura tymczasem to rdzeń tożsamości. Stanowi nie tylko o odrębności narodu, ale o poczuciu wspólnoty niezależnym od przeciwstawiania się innym zbiorowościom. Niestety, w polityce jest często lekceważona – bo refleksem ponurego wpływu marksizmu jest zarówno wyolbrzymianie znaczenia ekonomicznej „bazy”, jak i lekceważnie wpływu duchowej „nadbudowy”. Na szczęście dla dzisiejszego pokolenia Polaków rzecz ma nie tylko znaczenie teoretyczne. Myśmy wiedzieli – w osobie Jana Pawła II – jaki wpływ w historii może wywierać wiara, przekonania moralne, siła wewnętrzna.

Jan Paweł II ponownie i na wiele sposobów uświadomił nam znaczenie katolicyzmu jako esencji naszego zbiorowego życia. Oczywista prawda o Polsce wchodzącej w historię wraz z chrztem, jej historii splecionej ze świętością od czasów Biskupów Wojciecha i Stanisława po Ojca Kolbe i Księdza Popiełuszkę, o naszej roli w Europie, najściślej związanej z przynależnością do świata chrześcijańskiego, została potwierdzona przez epopeję „Solidarności”. Ten związek duchowych i politycznych dziejów narodu jest dziś fundamentalnie zakwestionowany przez współczesny europejski multikulturalizm, wcale nie będący drogą do (wymagającego tożsamości) dialogu kultur, ale po prostu fasadą dechrystianizacji.

Nadanie znaczenia społecznego tym trzem potencjałom – gospodarczemu, demograficznemu i kulturowemu – wymaga również potencjału moralnego; woli kontynuacji zbiorowego życia narodu. Bez niego nie ma ani przeliczenia indywidualnych korzyści materialnych na dobro wspólnoty, ani zdolności przekazywania życia w rodzinach i wspierającej je polityki solidarności, ani ciągłości kulturowej – wymagającej aktywnego przekazu tradycji w życiu rodzinnym i instytucjach społecznych.

Potencjał moralny to przekonanie o odpowiedzialności za własne życia i za innych – wobec Boga i własnego sumienia. To również przekonanie o wartości życia narodowego, które warto zachować – dla bliskich i dla innych. To radość codzienności, nadzieja przyszłości oraz gotowość poświęcenia i wysiłku, wynikające z realnej, analogicznej do rodzinnej, przynależności. Potencjał moralny, to historyczny optymizm, który daje siłę do przezwyciężania trudności i wyznaczania ambitnych celów. To przekonanie o duchowej i moralnej wartości więzi narodowej, o jej znaczeniu – jako nośnika wartości uniwersalnych – dla poszczególnych ludzi i innych narodów.

Ten styl życia zderza się dziś z powszechnym, rzutującym również na politykę i myślenie o społeczeństwie – konsumpcjonizmem. Jeśli porównamy historyczny dynamizm Ameryki i bierność Europy – wyjaśnienia trzeba szukać przede wszystkim w planie moralnym.

Silna Polska to nie postulat nacjonalistycznej próżności. To odpowiedź na dar wolności – którą trzeba umocnić i zachować. Trzeba jej też nadać sens moralny, tak by niepodległa Polska była przede wszystkim gwarantem ciągłości i obecności polskiej kultury, a także wsparciem dla przekraczającego wymiar kultury życia duchowego narodu, konkretyzującego się w prawym, dobrym życiu rodzin i poszczególnych ludzi.

Silna Polska potrzebna jest dziś Zachodowi, bo jesteśmy narodem o najsilniejszym w Europie poczuciu solidarności atlantyckiej. Potrzebna jest Europie – jako jeden z jej najliczniejszych narodów, z kluczową pozycją w regionie. Potrzebna jest naszym sąsiadom na Wschodzie, by być oparciem w ich wydobywaniu się z zależności i chaosu postkomunizmu. Potrzebna jest następnym pokoleniom, by przekazać im wartości, które otrzymaliśmy my sami.

Polska w przeszłości była ważnym czynnikiem jedności i bezpieczeństwa w Europie. W czasach jagiellońskich zbudowaliśmy wspólnotę realnie centralną w polityce Europy. Dziś nasza sytuacja jest inna – ale tak my potrzebujemy zbudowania na nowo naszej pozycji w otoczeniu międzynarodowym, jak i w Europie kształtuje się nowy porządek polityczny. Będziemy jego podmiotem lub przedmiotem.

Najpierw to kwestia naszego wyboru.
Stolico Mądrości - módl się za nami!
Teresa
 
Postów: 252
Dołączenie: 19 Mar 2008 12:43

Re: światło w tunelu...europejskim

Postprzez Teresa on 03 Maj 2009 17:21

Jak mawiają Hiszpanie: Pan Bóg pisze prosto pomiędzy krzywymi liniami...

http://fronda.pl/news/czytaj/padaja_bas ... _kosciolow
Stolico Mądrości - módl się za nami!
Teresa
 
Postów: 252
Dołączenie: 19 Mar 2008 12:43

Re: światło w tunelu...europejskim

Postprzez Teresa on 18 Maj 2009 08:15

Jakie miłe wiadomości od poranka! :D

Tagi: rodzina04:55, 18.05.2009 /APTN

Poszły na paradę i wyszły za mąż
MARSZ W BUKARESZCIE PROMUJE ZAMĄŻPÓJŚCIE

Dziesiątki pięknych kobiet wystrojonych w stroje ślubne - tak wyglądała niedzielna parada w Bukareszcie. Jej celem była promocja instytucji małżeństwa w rumuńskim społeczeństwie.
Organizatorzy imprezy o nazwie "Bride Parade" powiedzieli, że chcieli zachęcić w ten sposób do małżeństwa jako formy kultywowania tradycyjnych wartości rodzinnych.

Żeby dać dobry przykład, niektóre z kobiet nie tylko uczestniczyły w paradzie, ale później tego samego dnia... rzeczywiście wyszły za mąż.
Stolico Mądrości - módl się za nami!
Teresa
 
Postów: 252
Dołączenie: 19 Mar 2008 12:43


Powróć do Parafia

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości

cron