Cudowne odnalezienie się rodzeństwa po30latach

Wszystko, co dotyczy funkcjonowania naszej parafii. Uwagi, propozycji, recenzje (oczywiście pochwalne) kazań, a także zwykłe pogaduchy

Cudowne odnalezienie się rodzeństwa po30latach

Postprzez ks.Jacek on 28 Lis 2009 17:43

Świadectwo cudownego odnalezienia się rodzeństwa po niemal 30 latach…

Cuda się zdarzają! Na początku pragnę podziękować w imieniu całego naszego rodzeństwa za modlitwę wszystkich osób uczestniczących w Eucharystii dziękczynnej, która miała miejsce dnia 15 listopada o godz. 13.00 za cudowne nasze odnalezienie po wielu, wielu latach. Niespełna po paru miesiącach od odejścia naszej mamy do domu Ojca, Robert, mój starszy o rok brat, rozpoczął poszukiwania rodzeństwa. On jeden wychowywał się w rodzinie zastępczej jako „jedynak”, choć dobrze wiedział, że ma przynajmniej brata i siostrę. W czerwcu poczuł jakąś wewnętrzną siłę, wzmacnianą przez jego żonę, żeby wreszcie poznać swoje korzenie. Dzięki pewnej bardzo życzliwej i oddanej osobie z ośrodka adopcyjnego w Lublinie odnalazł po kolei nas wszystkich.

Kiedyś, za komuny, adoptowane dzieci , a przede wszystkim ich nowi rodzice nie mieli prawa znać prawdy o rodzicach ani o rodzeństwie. Szło się do "nowego" domu bez korzeni, bez fundamentu miłości. Z całej naszej ósemki, piątka przeszła przez dom dziecka. Wszyscy byliśmy pod Bożymi skrzydłami, gdyż zostaliśmy adoptowani przez dobre i kochające rodziny. Wyrok sądu zatrzymał się przy narodzinach naszej dwójki braci - Krzyśka i Darka. Oni mieli szczęście zostać przy rodzicach. W domu rodzinnym było ciężko. Ojciec sanitariusz miał cugi alkoholowe, a mama nauczycielka wychodziła ze schizofrenii. Kochali nas bardzo. Dowiedziałem się o tym na ich grobie po 28 latach mojego życia. Nie mówili na przykład o roku 1983, ale o „roku, w którym urodzili się bliźniacy” (Paweł i Magda). Ich pragnienie zatrzymania nas przy sobie potwierdza inne wzruszające dla mnie wydarzenie, kiedy rodzice wykradli dwójkę swoich dzieci z domu dziecka, udając w przebraniu lekarzy. Oczywiście milicja szybko przywróciła prawny porządek. Wiem o tym od Krzyśka i Darka. Tata zginął w wypadku samochodowym w 2003 roku. Myślę, że Jezus mu okazał miłosierdzie biorąc go do siebie tak bez przygotowania, żeby jeszcze bardziej go usprawiedliwić i przygarnąć do życia w szczęściu bez końca. Stało się to parę miesięcy po ich ślubie kościelnym… A mamusia jeszcze długo żyła, cierpiała na różne schorzenia przewlekłe, choć może jej największym bólem był bagaż samego trudnego życia pod górkę, życia, w którym musiały być przecięte nici miłości do jej własnych piątki dzieci. Zmarła w tym roku, w lutym. Nie zobaczyłem jej. Co się z nami teraz dzieje? Artur, najstarszy (ur.1967) mieszka gdzieś na Śląsku z żoną i dzieckiem. Parę lat temu miał ciężki wypadek w pracy i teraz żyje w przytłumieniu, w słabym kontakcie ze światem. Niestety, jego jeszcze nie spotkaliśmy, próbujemy do jego żony zdobyć numer telefonu. Artur został przygarnięty przez naszych dziadków z Opola Lubelskiego. Robert (ur. 1979) ma firmę informatyczną w Lublinie i oddział w Warszawie, ma wspaniałą żonę i trójkę naprawdę fajnych dzieci. Pamięta dom dziecka najbardziej z nas wszystkich. Miał już 6 lat, kiedy życzliwe małżeństwo przygarnęło go jak swojego syna. Robert pamięta dwa domy dziecka. Pierwszy w Kraśniku dla malutkich dzieci. Tam byliśmy razem. On wiedział, że jest moim bratem, ja tego nie rozumiałem, choć otwiera mi się pamięć, że on mnie do tego przekonywał. Był dla mnie bardzo opiekuńczy, dawał mi najlepsze zabawki i wyjmował szczebelki z łóżka, żebym mógł wyjść. Robert miał więcej ode mnie takich wydarzeń, kiedy ludzie brali go siebie do domu, żeby podjąć decyzję o adopcji. Kiedy rezygnowali, może nawet nie wiedzieli ile bólu zadawali nam. Dzieci to nie towar… Robert ma duszę organizatora, jest wrażliwy na potrzeby innych, traktuje ludzi bardzo osobiście i chętnie dzieli się tym co posiada. Do mnie (1981) i Andrzeja (1982) przyjechali ludzie, którzy nas pierwszy raz zobaczyli i od razu nas przygarnęli do siebie. Mieliśmy piękne dzieciństwo. Niestety u Andrzeja zaczęła się lekka choroba psychiczna, która jest do dziś leczona, ale pozwala mu na godne życie i pracę jako pomocnik kucharza i pracownik gospodarczy przy domu misyjnym księży misjonarzy. Wcześniej, przez kilka lat przebywał w domu pomocy społecznej prowadzonym przez braci szkolnych. Bliźniacy (Paweł i Magda, ur.1983) praktycznie nie pamiętają domu dziecka. Mieli trzy latka, gdy zostali przygarnięci przez nową rodzinę. Obydwoje są bardzo zdolni, pełni radości, zapału i pasji. Magda robi doktorat w Krakowie, Paweł ma żonę i synka i pracuje w dużej firmie informatycznej w Krakowie. Obydwoje kochają piesze wędrówki i góry.
Darek (1984) i Krzysiek (1986) pozostali przy rodzicach w Kazimierzu Dolnym. Dzieciństwo nauczyło ich odpowiedzialności i pracy. Mają, jak cała nasza ósemka, wrażliwe dusze, inteligencję oraz pasje życiowe. Darek jest kreatywnym kucharzem, projektującym swoje dania. Udziela się w parafii poprzez np. uczestnictwo w Drodze Krzyżowej, gdzie odgrywa rolę Jezusa. Krzysiek ma już rodzinę, to znaczy żonę i dziecko. Drugie jest w drodze. Śmiejemy się, czy będzie to chłopiec czy dziewczynka, biorąc pod uwagę, że zdecydowaną przewagę w rodzinie mają chłopcy. Kocha samochody i ma pracę z tym związaną. Jest prawdziwą „złota rączką” w pracach budowlanych czy mechanicznych.
Co do mnie, dostałem od Pana Boga różne talenty, pracuję w zawodzie architekta krajobrazu. W Warszawie należę do Odnowy w Duchu Świętym, jestem szczęśliwy.
Do mszy świętej dziękczynnej doszło dzięki życzliwości naszego przyjaciela i świadka ostatnich wydarzeń – Tadeusza, który „zamówił” intencję tej mszy dosłownie w ostatnich minutach przed jej rozpoczęciem. Ksiądz Jacek chętnie się zgodził, za co mu bardzo dziękuję.
Na koniec pragnę jeszcze raz Wam wszystkim serdecznie podziękować za modlitwę. Jeżeli będą pytania, postaram się na nie odpowiedzieć. Życzę wszystkim wiary w cuda i w miłość Bożą!
Szczęść Boże!
Jacek
ks.Jacek
 
Postów: 111
Dołączenie: 15 Sty 2008 20:01

ksiądz Piotr nie Jacek

Postprzez ks.Jacek on 29 Lis 2009 10:30

wyjaśnienie: to ksiądz Piotr zgodził się odprawić dodatkowo mszę i dołączył do koncelebry. Ja odprawiałem o tej godzinie intencję parafialną i tylko zapowiedziałem intencję rodzinną, a także na kazaniu poprosiłem o przesłanie świadectwa, za co bardzo dziękuję
ks.Jacek
 
Postów: 111
Dołączenie: 15 Sty 2008 20:01


Powróć do Parafia

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 5 gości

cron